Warning: file_get_contents(http://hydra17.nazwa.pl/linker/paczki/virtus.do-gdyby.wlocl.pl.txt): failed to open stream: HTTP request failed! HTTP/1.1 404 Not Found in /home/server455784/ftp/paka.php on line 5
niego z talerzem smażonego bekonu. Natychmiast odstawiła

Jack westchnął i pokręcił głową. Cóż za nieporozumienie

niego z talerzem smażonego bekonu. Natychmiast odstawiła

– Tylko w porządku? – zaczął się z nią drażnić.
do siebie żadnych wątpliwości.
- Darren, przy jedzeniu używamy jednej ręki. Druga
Lily zarumieniła się i zajrzała do jadłospisu.
świadomość, że niebawem dzieci będą musiały przywyknąć do innej
Samuel wspominał też, że możecie również udzielić... innej pomocy.
Palce u nóg podwinęły się i pierwszy pantofel
sposobie bycia. Dość miły, zrównoważony, spokojny ojciec rodziny.
uspokajającego do ucha. Gorące łzy spływały jej po policzkach. Coś
czuła się jak w pełni ukształtowana kobieta.
JEDNA DLA PIĘCIU 129
plam od jajka
– Nie znam cię, przyjacielu. Nie zajmuję się ogrodnictwem i nic nie
zdecydowanie zbyt młodych, żeby się z nimi umawiać.

– To dopiero początek.

podłodze, poza jej zasięgiem, po mojej stronie prętów.
– Jak tam mój ulubiony policjant? – zapytała.
Oczywiście nie dla Jennifer.
Gdyby zdołała pobiec, wytrącić jej pistolet... ale na to za późno. Nie wątpiła, że
wszystko się skończy.
rzeczy się zdarzają, ale on nie wyglądał na człowieka, który chciałby ze sobą skończyć. Josh Bandeaux? Nie. Za bardzo mu zależało na życiu. - Sądzi pan, że żona mogłaby go zabić? - naciskała Morrisette. - Tego nie powiedziałem. - Ale tak pan uważa? Zmarszczył brwi, wpatrzony w czubek niezapalonego cygara. Pstryknął cienką złotą zapalniczką. - Nie, myślę, że nie. Ale... czasami... Człowiek doprowadzony do ostateczności może posunąć się do wszystkiego i zrobić coś, o co nikt by go nie podejrzewał. Widziałem to wiele razy. Byłem kiedyś wojskowym. Widziałem, jak z pozoru słabi mężczyźni pokonują niewyobrażalne przeszkody, a z kolei ci silni, ci twardziele załamują się w trudnych sytu-acjach. To cholernie trudno przewidzieć. Hubert razem z prychającym buldogiem odprowadził ich do drzwi. Obiecał zadzwonić na policję, jeśli jeszcze coś sobie przypomni. - Więc Caitlyn tu była - mruknęła Morrisette, żując w zamyśleniu gumę. - Tylko nic nie pamięta. - Na to wygląda. - Jak dla mnie to zbyt słaba i zbyt wygodna wymówka. Reed, chcąc nie chcąc, musiał się z nią zgodzić. Myślał podobnie. Przeszli przez żelazną furtkę prowadzącą do domu Bandeaux. Żółta taśma została już zdjęta, a przed garażem stał srebrny jaguar. - Ktoś jest w środku - zauważyła Morrisette. Nagle frontowe drzwi otwarły się z hukiem. Po schodach zbiegła dziewczyna w rozwianej sukience, z włosami w nieładzie i zmartwioną miną. Naomi Crisman. Omal nie wpadła na Morrisette. - Och! - Zatrzymała się gwałtownie. - Przepraszam, nie zauważyłam pani... - Spostrzegłszy, że są z policji, natychmiast zmarszczyła pięknie zarysowane brwi i nachmurzyła się. - Detektyw Reed. Skinęła głową i poprawiła pasek torebki, starając się opanować. - Czy mogę coś dla pana zrobić? - Proszę odpowiedzieć na kilka pytań. - Myślałam, że mamy to już za sobą. - Chcę tylko jeszcze coś sprawdzić. - Reed posłał jej obezwładniający uśmiech. - Czy możemy porozmawiać w środku? Naomi ostentacyjnie spojrzała na zegarek i zawróciła do drzwi, już bez tej energii, z jaką kilka minut temu wybiegła. - Ciarki mnie przechodzą, gdy jestem w tym domu - przyznała, prowadząc ich do przytulnego pokoju naprzeciw gabinetu Josha. Naomi Crisman miała idealną figurę, duży biust, szczupłą talię i ładnie zaokrąglone biodra. Zadbana, modnie ostrzyżona miała na sobie różową sukienkę i sandały na diabelnie wysokich obcasach. Nie był to strój pogrążonej w żałobie narzeczonej. Najwyraźniej Naomi nie oglądała się wstecz i żyła dalej własnym życiem. Gdy weszli do pokoju, wskazała im dwa krzesła obite materiałem w kolorze szałwii. Stanęła w drzwiach na korytarz, założyła ręce na piersi i zacisnęła usta z irytacji. - Odpowiedziałam już na setki pytań - warknęła, gdy Reed wyjął swój notatnik, a Morrisette włączyła magnetofon i postawiła go na stole.
przesycał ohydny zapach palonej gumy, plastiku i, co najgorsze, ciała.
postać.
nie powiedzieć chuda, beżowa spódniczka i sweter niemal zwisały z kościstej sylwetki. –
Wyglądało na to, że interesy idą dobrze tylko w sąsiedniej tawernie, która oferowała we
Zatraciła się w ćwiczeniach, w myślach liczyła kolejne nawroty, instynktownie wiedząc
mieszkaniu. No, ale ona też zaliczyła swoją porcję rozwodów.
odnaleźć.
– Nie mogę – powiedział, gdy z dnia zrobiła się noc.
wytrzymał? – Skręcili w uliczkę, w której Trinidad zostawił swój wóz. – A ja się wybieram

©2019 virtus.do-gdyby.wlocl.pl - Split Template by One Page Love